American Dream


Wyobraź sobie
malowniczo położony domek, ze wszystkimi wygodami, praktycznie w parku przyrody. Przyjazne zwierzęta podchodzą pod dom. Do tego sad pełen owoców i warzyw. Nieopodal góry i jezioro, a pogoda jest zawsze słoneczna. Żona zawsze młoda i zawsze uśmiechnięta. Mąż to spełniony, dziarski młodzieniaszek, ale ma w sobie doskonałą dojrzałość. Oboje nigdy się nie denerwują. Bo nie mają o co. Dzieci są zdrowe i posłuszne. Wokoło pełno przyjaciół, którzy mają tyle samo, co my i nie trzeba im zazdrościć. Tworzymy wspierającą się społeczność. Nie chodzisz do pracy, nie chorujesz, ludzie są zrelaksowani i skupiają się na tym, co lubią.

 Nie.. to nie jest wizja hipisowskiego komunizmu po LSD.

To coś zgoła przeciwnego. Królestwo Boże: kraina wiecznej szczęśliwości, gdzie tryskasz spełnieniem. Rodzina, przyjaźń, uśmiech. Raj. Jest to jak najbardziej realne, już w zasadzie możesz myśleć o tym, gdzie osiedlisz się z rodziną. Albo którą z wiecznie młodych sióstr weźmiesz sobie za żonę. 

Zdjęcie: Obrazek z traktatu rozpowszechnianego przez Świadków Jehowy

Wchodzisz w to? Deal jest następujący; nadzieję na ten domek, raj i resztę będziemy codziennie w Tobie podsycać zebraniami, publikacjami itd.  Do tego zapewnimy Ci wspierające towarzystwo innych, którzy zażywają ten sam towar. 
A Ty w zamian będziesz roznosił o tym ulotki, pracował za friko przy budowie naszych obiektów no i czasem mógłbyś wrzucić pieniążek do skrzynki na datki. Ale cena, którą zapłacisz jest wyższa niż czas i pieniądze. Jak przy każdym nałogu - płacisz sobą. Stracisz poczucie tego kim jesteś. Przestaniesz przyjaźnić się z ludźmi, którzy nie ćpają tego co Ty. Czasem nawet wtedy, gdy są Twoją rodziną. Odkładasz własne marzenia, bo przecież prawdziwe życie ma zacząć się później. Uczysz się lojalności wobec dostawcy, posłuszeństwa i czekania. A jak ktoś Ci powie, że takie ćpanie jest złe, to będziesz go traktował jak wroga. 



Pierwsze to reklama nieruchomości, a drugie to wizja raju ze strony Świadków Jehowy: jw.org


Paradise junkie

Skąd w zasadzie wiesz jak wygląda raj? Kto wrzucił Ci w głowę taką a nie inną wizję? 

Samo słowo „paradise” pochodzi ze staroirańskiego pairidaeza — czegoś w rodzaju ogrodzonego, chronionego ogrodu. Termin przeszedł do greki jako paradeisos, później do łaciny i języków europejskich.
Natomiast słowiańskie "raj" najprawdopodobniej również ma irańskie pochodzenie, ale od innego rdzenia, związanego z bogactwem i szczęściem. Wiąże się z tym słowiański "Wyraj", czyli kraina do której odchodzą dusze.
No a później to przyszło chrześcijaństwo i istniejące słowa wykorzystało do swoich definicji. 
Raj zmieniał się przez tysiące lat. Najpierw był ogrodem, potem niebem, później egzotyczną wyspą, przedmieściem i reklamowym stylem życia. W różnych czasach wyglądał trochę inaczej — i często podejrzanie przypominał to, czego ludziom danej epoki najbardziej brakowało.

Klasyczny perski paradaija („raj”) — otoczony murem ogród.

Ogród rozkoszy ziemskich Hieronima Boscha

U Dantego raj przestaje być przede wszystkim ogrodem. Staje się kosmiczną i duchową rzeczywistością światła, porządku i bliskości Boga. Gustave Doré zilustrował tę wizję w XIX wieku.

Paul Gauguin XIX wiek, raj jako konkretne miejsce: Tahiti, Tropical Eden

Na początku XX wieku rozwijający się amerykański przemysł reklamy zaczyna interesować się tym, czego ludzie pragną nieświadomie. Jedną z najważniejszych postaci jest Edward Bernays — siostrzeniec Freuda — który wykorzystuje idee psychoanalizy do wpływania na zachowania konsumentów. (Źródło: Century of Self, świetny dokument który to zjawisko opisuje) 
Reklama zaczęła mówić; wiem czego Ci brakuje! Zobacz jak może wyglądać Twoje życie! 

Kampanie marketingowe stały się "fabrykami" tworzenia "tęsknoty", kreując w masach nowe potrzeby. Produkt jest biletem, a prawdziwym towarem wizja i wyobrażenie.

Gotowa "matryca" najwyższego wyobrażenia o szczęściu, którą jest pojęcie "raju" musiała być wykorzystana w tym trendzie. Wraz z mnożeniem się produktów, powstała odpowiednia ilość "rajów": Biuro podróży sprzedaje raj tropikalny. Deweloper — raj rodzinny. Producent kosmetyków — raj młodości. Branża wellness — raj zdrowia i wewnętrznego spokoju itd. Ale konstrukcja pozostaje podobna: tu jesteś niepełny, tam będziesz spełniony. Współczesność nie zabiła raju. Po prostu przeniosła go z zaświatów do katalogu.



Idealizowana wizja amerykańskiego życia na przedmieściach, lata 50. XX wieku. Domek, ogród i biały płotek stały się wówczas jednym z wizualnych symboli American Dream.

Współczesna reklama deweloperska — Azizi Venice, Dubai South. Rodzina, woda, palmy i luksusowe wille jako obraz idealnego stylu życia.
Jeep Wrangler, reklama z 2000 r., Hawaje. „Out there somewhere is a slice of paradise”


I gdy na scenie pojawia się Watchtower Incorporated, to nie musi tworzyć raju od nowa. Bazuje na gotowcu. Dlatego raj ze Strażnicy może wydawać się dziwnie znajomy: Trochę katalog dewelopera. Rodzinki jak z reklamy jogurtu. Patos jak z hollywoodzkiego filmu familijnego.

Tylko że oni tak naprawdę i na serio. To religia a nie reklama. Świadkowie z obsesyjnym upodobaniem produkują kolejne realistyczne grafiki raju, gdzie jak w pornografii niewiele pozostawia się wyobraźni oglądających. Ekstrakt ze szczęścia o wysokim stężeniu. 


Ilustracja z książki Świadków Jehowy „Jak powstało życie? Przez ewolucję czy przez stwarzanie?

Raj jest produktem doskonałym, bo nie trzeba nawet ustalać, czego klientowi brakuje. Brakuje mu wszystkiego? Świetnie. Raj naprawia wszystko. Ale żeby sprzedać raj, nie wystarczy pokazać, jak pięknie będzie tam. Trzeba jeszcze sprawić, żeby tutaj zaczęło ci być źle.

Najlepsze jest to, czego nie masz. 

Reklama tak naprawdę jest przekleństwem współczesności. Kreowanie wizji świata pięknego lecz nierealnego - sprawia, że nie cieszymy się z rzeczy niby codziennych i zwykłych; jak przyroda, uśmiech drugiego człowieka  czy zachód słońca. A umiejętność doceniania piękna w nas i wokół siebie jest konieczna jeśli chcemy doświadczać długotrwałego zadowolenia.

Zadaniem marketingu jest wzbudzić w odbiorcy brak a potem pożądanie. Innymi słowy uczynić go nieszczęśliwym i jednocześnie umiejętnie zasugerować drogę ukojenia. Do tego świetnie służy tworzenie ideałów: np. prawdziwego mężczyzny, pewnej siebie kobiety czy perfekcyjnej rodziny. Odbiorcy oglądają to w swoich obskurnych mieszkaniach, z twarzami pooranymi zmarszczkami i dywanem w salonie niepranym od dekady. Wyretuszowani celebryci reklamujący jakieś gówno to serwowany zwykłym ludziom kompleks niższości i poczucie winy. To wpychanie im do mózgu, niezbyt wysublimowanej konstatacji; wasze życie w porównaniu z moim jest do dupy. Człowiek niezadowolony z tego co ma, znacznie chętniej coś kupi, szczególnie gdy to obiecuje mu choć kawałek lepszej wersji siebie. 

Tę technikę opanowali do perfekcji Świadkowie Jehowy. Obrzydzają odbiorcom wartość teraźniejszości; cały świat jest w mocy Szatana, jesteśmy prześladowani, szczęścia nawet nie szukaj bo to w tym starym systemie rzeczy to niemożliwe.
Miej pretensje do rzeczywistości o wszystko co się da: O to, że się starzejesz. Że nie masz czasu. Że ugryzł Cię pies.
    
Bo w raju tak nie będzie. W raju będzie tak zajebiście, że to wykracza poza skalę. Wszystkie ambicje spełnisz gdy zostaniesz zbawiony. Po grzywie będziesz głaskał lwa.

Najpierw więc zwiększamy niezadowolenie z tego, co jest. Potem maksymalnie podkręcamy wartość tego, czego jeszcze nie masz.
Pomiędzy jednym a drugim pozostaje jeszcze coś, co trzeba utrzymywać przy życiu: nadzieja, że naprawdę kiedyś to dostaniesz.

 

Zdjęcie:  Wyżej kolejna wersja raju od Świadków Jehowy. Niżej reklama atrakcji nad wodą. 


Zdjęcia mówią więcej niż słowa, więc zobaczmy jeszcze jedną zbieżność Świadków ze światem komercji i reklamy. Znane w świecie reklamy ujęcia before i after: 

 



Zdjęcie: Pośrodku typowa współczesna reklama. Pozostałe grafiki zaczerpnięte z jednej ze Strażnic.


American Hope 

Nadzieja ma dla sprzedawcy jedną niezwykłą zaletę: działa jeszcze zanim produkt zostanie dostarczony. Nie musisz już być zdrowy, młody, bogaty ani szczęśliwy. Wystarczy, że naprawdę uwierzysz, że kiedyś będziesz. Sama możliwość potrafi dać ulgę: jeszcze wszystko będzie dobrze. Jeszcze mi się uda. Znajdę miłość. Wygram na loterii.  
Dlatego nadzieja jest jednym z najpotężniejszych towarów, jakie można człowiekowi sprzedać. Rozlewa się po ciele, powoduje uczucie błogości, spełnienia. Ludzie płacą za sam krótki moment, w którym mogą się łudzić: Wygram. Wreszcie mi się uda.
Najlepsi manipulatorzy, sprzedawcy, spece od marketingu i oszuści – grają na ludzkiej nadziei niczym Jimi Hendrix na gitarze.

 Nadzieja na bycie bogatym i szczęśliwym– trzyma amerykańskie masy w napięciu. Wiara w prawdziwość mitu „od pucybuta do milionera” jest kamieniem węgielnym tego społeczeństwa. 

 Propaganda Świadków Jehowy jedzie na tym samym koniu. Wyznawcy mają oczy utkwione w nagrodę. Utrzymywani w ciągłym stanie euforycznego napięcia. 

 - Och jakże wspaniale czuję się po zebraniach – szczebioczą do siebie ciotki.

 Czujesz się wspaniale ciociu – bo załadowałaś sobie w nosek, kolejną "kreskę" ekstraktu z nadziei. To bardzo szybko „ładuje” się do mózgu zapewniając błogość i spokój. Roisz sobie, że będziesz znowu młoda, piękna i pożądana. Zażyj tylko "lek" tak jak matka z pamiętnego filmu „Requiem dla Snu” Aronofsky'ego.

Coca-Cola nie może obiecać ci, że nigdy nie umrzesz. Ale Świadkowie mogą. Ich wersja American Dream nie dotyczy świata doczesnego. Nie da się tej nadziei zweryfikować i tym samym nie ma problemu z rozczarowanymi użytkownikami. Jak Ci się nie podoba – to znaczy, że źle służyłeś Jehowie. Jak będziesz mu służył dobrze to On na pewno Cię nagrodzi. Bądź cierpliwy. Nagroda przyjdzie. Wyczekuj jej. Mechanizm nie polega na tym, że człowiek jest głupi. Polega na regularnym odnawianiu oczekiwania nagrody. 

Sama obietnica jednak nie wystarczy. Klient nie może mieć nieskończenie dużo czasu do namysłu. Żyjemy w dniach ostatnich. Armagedon może nadejść lada chwila. Jak chcesz kupić to już teraz, bo dobre oferty szybko się kończą. 




Grafika z książki Świadków Jehowy: Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi.


American PR

Czasem wizerunek staje się równie ważny jak rzeczywistość — a czasem zaczyna ją zastępować. Szczęście, sukces, rodzinność, patriotyzm, uczciwość — wszystko może stać się elementem komunikacji marki.

 Troska o dobry „PR” sprzyja sytuacjom, gdy ludzie nawet stojąc na skraju upadku mówią: że wszystko jest super. Gdy ujawniane są afery, giną tysiące ludzi, a to co ważne dla decydentów to głównie tylko jak zrobić z tego dobry spin. Tyczy się to polityków jak i szefów korporacji. 

 Społeczeństwo Świadków Jehowy za wszelką cenę próbuje sprawić by reszta świata myślała o nich dobrze. Organizacja to ma być dobrze funkcjonująca maszyna złożona z samych uśmiechniętych, zdrowych, schludnych uczciwych ludzi. Członek Organizacji staje się nośnikiem marki. Wierni trenowani są w przekonaniu, iż za żadne skarby nie mogą przynieść ujmy Organizacji. 

Gdy kompromituje się pojedynczy członek, winę można oddzielić od marki: zawiódł człowiek, nie Organizacja. To bardzo wygodny mechanizm ochrony wizerunku.

American Smile

Ma być biały, szeroki i gotowy do pokazania niezależnie od tego, co dzieje się w środku. To właśnie tam zaczęła się moda na śnieżnobiałe, bijące po oczach licówki. 

W kulturze, w której uśmiech jest normą społeczną, trudno odróżnić spontaniczną emocję od obowiązkowego sygnału. A jeśli jest ci źle? To nie daj po sobie poznać. Po prostu się uśmiechaj i udawaj, że jest dobrze. To klucz do amerykańskiego sposobu życia – sprawiać dobre wrażenia, tak się tworzy samonapędzająca spirala szczęśliwości. Obserwując Twoich uśmiechających się na facebooku pobratymców – nie możesz być gorszy. 

Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek zaczyna uważać, że nie wolno mu czuć czegoś innego niż szczęście. To może prowadzić do utraty prawdy o sobie. A na dłuższą metę nie da się uciszyć autentycznych frustracji i trudnych emocji. USA należy do krajów o wysokiej częstości zaburzeń psychicznych. Pod szerokim uśmiechem pozostają lęk, depresja, samotność i uzależnienia. A wokół radzenia sobie z psychicznym dyskomfortem wyrósł gigantyczny rynek: od psychoterapii i psychofarmakologii po używki, zakupy, jedzenie i niekończącą się rozrywkę.

U Świadków Jehowy podobnie; uśmiech na zdjęciu wygląda dobrze, ale nie pokazuje poczucia winy po masturbacji, strachu przed Armagedonem, małżeństwa, którego nie można łatwo zakończyć, wątpliwości, których lepiej głośno nie wypowiadać, ani świadomości, że utrata wiary może oznaczać również utratę przyjaciół i rodziny. Nie pokazuje też podwyższonej ilości hospitalizacji psychiatrycznych wśród Świadków (źródło).

Z osobistego doświadczenia; w moim byłym zborze też pięknie się uśmiechaliśmy. A jak wraz z kolegą usiedliśmy zaczęliśmy zastanawiać się nad losami dzieciaków, z którymi wychowaliśmy się w zborze; to zrobiło się nam smutno; nasz bliski przyjaciel nie żyje; powiesił się. Inny kolega siedzi w więzieniu za ciężkie pobicie. Jeszcze inny, z młodszego pokolenia siedzi za morderstwo. Mamy kilka osób w poważnym uzależnieniu od alkoholu. Większość nie jest już świadkami Jehowy. Jak obliczyliśmy tylko co trzecia osoba, w miarę sobie poradziła.


 

Zdjęcie: Grafika złożona z uśmiechów z publikacji Świadków Jehowy


McReligion

Z zażenowaniem pamiętam kolejki ciągnące się pod pierwszymi McDonaldami w Polsce. Sam w nich stałem. Amerykanie potrafili sprzedać nam nie tylko fast food, ale cały model jedzenia: szybko, słodko, kolorowo, w plastiku, ultraprzetworzone i zawsze takie samo.

Najbardziej groteskowym symbolem tamtych czasów była margaryna. Masło przedstawiano jako niezdrowy relikt, a nowoczesny człowiek miał smarować chleb przemysłowym tłuszczem roślinnym. Opakowanie było nowoczesne. Reklama przekonująca. Produkt — już niekoniecznie. I w gruncie rzeczy nieważne, czy mówimy o fast foodzie, Facebooku, blockbusterze czy telewizyjnym show. Produkt ma być łatwy do konsumpcji, natychmiast przyjemny i sprawić, żebyś wrócił po następny.



Świadkowie Jehowy pięknie się w ten schemat wpisują – wszystkie przymiotniki, które przychodzą na myśl w odniesieniu do mcdonaldowego jedzenia – równie dobrze pasują do treści produkowanych przez Świadków; łatwo przyswajalny produkt masowy, gotowy do konsumpcji, konsekwentnie reklamowany i wystandaryzowany na cały świat. Nie wymaga długiego przygotowania ani samodzielnego budowania światopoglądu. Cały pakiet podany na tacy. To jest religijny fast food: ma smakować wszystkim bez względu na wykształcenie i gust. A przy długoterminowym spożyciu powoduje zatrucie duszy. 

 

Everything is fucking awesome

 Każda organizacja tworzy własny język. Jednym z najbardziej charakterystycznych języków świata sprzedaży jest język permanentnego entuzjazmu. Wszystko jest przełomowe, niezwykłe, ekscytujące, wyjątkowe i najlepsze w historii.

 Podobna praktyka daje się zauważyć w świecie Świadków Jehowy - każda książka wydana przez ŚJ jest przełomowa i niesamowita. Wykłady niedzielne są pasjonujące, a materiał przygotowany przez niewolnika jest niezwykle na czasie. Nie wystarczy powiedzieć, że coś się ukazało. Musi to być „wspaniałe duchowe zaopatrzenie”, „wzruszający materiał”, „wyjątkowy kongres”, „niezwykle pokrzepiający program”. W języku permanentnego zachwytu przeciętność właściwie przestaje istnieć.

 Co prowadzi nas bezpośrednio do następnego punktu programu.

Motivational speech

 „Motywująca przemowa” to obowiązkowy element mainstreamowego kina amerykańskiego. Lider motywuje zgromadzonych wokół niego ludzi do tego by robili tak jak On chce. Owa grupa ludzi wygląda najczęściej jak banda frajerów, którzy nie wiedzą co ze sobą począć; np. żołnierze, sprzedawcy, pracownicy korporacji, członkowie partii, wyborcy albo wyznawcy jakiegoś kultu. Ich rola sprowadza się do oklaskiwania bohatera i wykonywania jego poleceń. Przemowa porusza ich dusze do tego stopnia, iż przestają myśleć o indywidualnych korzyściach i gotowi są umrzeć za kraj, za firmę, za wiarę.

Kongres religijny dodaje do tego jeszcze jeden element: społeczne potwierdzenie. Jeżeli trzy tysiące ludzi wokół ciebie wzrusza się w tym samym momencie, śmieje się w tym samym miejscu i bije brawo temu samemu zdaniu, bardzo łatwo pomylić wspólne przeżycie z dowodem prawdziwości przekazu.

Treść przemówienia może być przeciętna. Doświadczenie wspólnego zachwytu już nie.

Polecam obejrzenie krótkiego filmiku, który dobrze pokazuje to, o czym mówię: 


American Vanity



Próżność to mój ulubiony grzech – mówił grający Szatana Al Pacino w filmie „Devil's Advocate”. I wiedział co mówi.

- Kup to – jesteś tego warta. To jest samochód dla prawdziwych mężczyzn. W tych butach wygrywają mistrzowie. Marketing bardzo chętnie sprzedaje status, czyli wykazanie wyższości nad bliźnim. 

 Sprzedawcy dobrej nowiny wykorzystują i ten element; My tu mamy dla Ciebie religię, która jest doskonałym uzasadnieniem Twojej wyjątkowości. Inni mogą mieć pieniądze, wykształcenie, pozycję i sukces. Ale ty masz coś więcej: prawdę.

Największemu przegrańcowi można wmówić, że jest bardzo wartościowy. A w opowieści chrześcijańskiej to właśnie beznadziejność i bezradność są największymi zaletami. Bo to takich wybrał Bóg! Słabych i nic nie wartych. Ostatni będą pierwszymi. |
Ludzie uwierzą w szytą grubymi nićmi narrację – o ile przedstawia ich ona w bardzo dobrym świetle.

American Kitsch

A najgorszy jest ten cholerny amerykański patos. W polityce, w filmie, w reklamie, w sklepach – wszędzie masz wrażenie, jakbyś obcował z największą tajemnicą wszechświata. A to tylko reklama proszku do prania...

Powierzchowność. Ckliwa muzyka. Sztuczne dialogi. Nierealne obrazy. Głupie przemowy. To wszystko razem tworzy niepowtarzalną mieszankę. Kicz często polega na tym, że obraz  jest za ładny. Za czytelny. Za jednoznaczny. Nie zostawia miejsca na niepokój, ambiwalencję ani własną interpretację. Od razu wiadomo, co masz poczuć. 

Narracja Świadków Jehowy jest tego kwintesencją. Nie pokazują świata w odcieniach szarości. Nie zmuszają do zastanowienia się. Pokazują gotową instrukcję emocjonalną: tutaj masz poczuć bezpieczeństwo, tutaj wzruszenie, tutaj wdzięczność, tutaj zachwyt.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz