Watchtower Incorporated – American Way
Ameryka to kraj wielkich korporacji. Kształtują kulturę, wpływają na politykę, finansują kampanie wyborcze, a największe z nich mają budżety i wpływy większe niż niejeden kraj. Brutalna konkurencja rynku stworzyła potężnych graczy, którzy nauczyli się zdobywać klienta, budować markę i ekspandować wszędzie tam, gdzie pojawia się nowy rynek.
Żeby zrozumieć, czym są Świadkowie Jehowy, trzeba przyjrzeć się glebie, z której wyrośli.
W Europie przez stulecia religię dostawało się właściwie w pakiecie z miejscem urodzenia. Rodziłeś się w katolickiej Polsce, luterańskiej części Niemiec albo anglikańskiej Anglii i sprawa była w zasadzie załatwiona. Kościół miał swoje terytorium, parafie, majątek, tradycję, czasami także bezpośrednie wsparcie państwa. Nie musiał chodzić od domu do domu i przekonywać własnych parafian, żeby zostali jego wyznawcami. Innymi słowy nie musiał agresywnie rywalizować, a co za tym idzie wykształcać "pazurów" psychomanipulacyjnych czy innych technik walki o "klienta".
W Ameryce stopniowo powstał zupełnie inny model. Po rewolucji zakończonej w 1783 roku, wprowadzono ścisłą separację religii od państwa. Wyznanie stało się sprawą dobrowolnego wyboru i państwo nie wspierało żadnej konkretnej religii.
Tak narodził się amerykański wolny rynek religii. Kaznodzieje objeżdżali kraj, organizowali wielkie zgromadzenia, drukowali czasopisma i miliony broszur, zbierali pieniądze i rekrutowali nowych wyznawców. Jedne ruchy ginęły, inne rosły i wypierały konkurencję, czasem łączyły siły. Ten niemal darwinowski religijny dobór naturalny sprawił, że przetrwały organizacje najlepiej przystosowane. Choć jest w tym ironia, bo większość z tych ruchów Darwina zaciekle zwalcza.
Baptyści, metodyści, prezbiterianie, kwakrzy, mormoni, adwentyści, zielonoświątkowcy, i wiele innych. Ameryka stała się wielkim supermarketem zbawienia, gdzie kolejne ruchy mają swoją ofertę, swoje targety i zasięgi.
I właśnie w tym świecie pojawia się Charles Taze Russell.
Russell nie zostaje proboszczem w jakiejś gotowej formule. On tworzy nowy produkt religijny. Czy kopiował rozwiązania z firm typowo handlowych? I tak i nie. To wszystko rozwijało się razem. Towarzystwo Strażnica zostało inkorporowane w 1884 roku. General Electric powstało w 1892, w tym samym roku Coca Cola, Ford Motor Company dopiero w 1903.
Religia i kapitalizm nie były więc w USA dwoma obcymi światami, które pewnego dnia przypadkiem się spotkały. Rozwijały się obok siebie, korzystając z podobnych wynalazków organizacyjnych: masowej komunikacji, centralnego zarządzania, standaryzacji, statystyki, sieci dystrybucji i ekspansji.
Dlatego nie twierdzę, że Świadkowie Jehowy są oszukańczą firmą działającą pod przykrywką religii. Świadkowie są po prostu na wskroś amerykańskim produktem religijnym. Wyrośli na rynku, na którym religia musi walczyć o uwagę, zaangażowanie i pieniądze wiernego, bo inaczej ginie. W Ameryce Świadkowie Jehowy nie są szczególnym dziwadłem. Bo tam, to normalne, że trzeba się czymś wyróżnić; czymś zaszokować, trochę postraszyć. Uzależnić klienta od produktu.
Za to w Polsce wyglądali jak przybysze z innej planety. I nie mieli pokojowych zamiarów. Dla Polaka wychowanego w świecie parafii, szczególnie po legalizacji działalności Świadków w 1989 roku, zetknięcie z nimi oznaczało spotkanie z zupełnie innym modelem religii. Religii, która nie czekała na wiernego. Ona po niego wychodziła. Bez pardonu zwalczała i oczerniała konkurencję. Pukała do drzwi. Wracała za tydzień. Przynosiła kolorowe gazetki z mocny przekazem. Zakładała studium. Zapraszała na zebranie. A kiedy zainteresowany sam został Świadkiem — szkoliła go, żeby sam zaczął pukać do następnych drzwi.
Co jest korporacyjnego u Świadków Jehowy?
Zacznijmy od działu sprzedaży:
„Głosiciele Królestwa” — czyli miliony wolontariuszy pracujących ZA DARMO na rzecz Organizacji — wykorzystują właściwie wszystkie dostępne kanały, żeby rozprowadzać produkt. Kiedyś była nim przede wszystkim Strażnica, książki i broszury, dziś coraz częściej jest nim sama marka JW.ORG, oferowany kurs biblijny i zaproszenie do wejścia w świat Organizacji.
Od domu do domu. Na ulicy. Przy stojakach. Przez telefon. Przez internet. W pracy. Rodzinie. Sąsiadowi. Koledze ze szkoły. Dentyście.
Biznes nie wymyślił oczywiście rozmowy z sąsiadem, a Świadkowie nie wymyślili sprzedaży bezpośredniej. Ciekawe jest raczej podobieństwo mechanizmu. Amerykański Amway zrobił fortunę na sprzedaży bezpośredniej i marketingu wielopoziomowym. Avon jest jeszcze ciekawszy. Jego założyciel David McConnell był wędrownym sprzedawcą książek, który chodził od drzwi do drzwi. W 1886 roku założył California Perfume Company — późniejszy Avon — i zaczął budować sieć kobiet sprzedających produkty bezpośrednio swoim znajomym i sąsiadom. To był rok 1886.
Dwa lata wcześniej inkorporowano Watch Tower Society. Oba modele wyrastają z tej samej Ameryki — kraju wędrownych sprzedawców, bezpośredniego kontaktu, sieci społecznych i przekonania, że najlepszym kanałem dystrybucji jest drugi człowiek.
Podobieństwo do Amwaya nie polega też na modelu finansowym MLM. Świadek nie dostaje prowizji za ochrzczenie sąsiada, a starszy nie otrzymuje procentu od wyników pioniera.
Watchtower znalazła coś jeszcze lepszego.
Zdjęcie: Kongres Amwaya
Klient zostaje sprzedawcą
Organizacja nie tylko pozyskuje nowego odbiorcę. Po pewnym czasie przekształca odbiorcę w kolejnego dystrybutora.
Nowy człowiek nie dostaje oczywiście katalogu cen i identyfikatora sprzedawcy. Dostaje Biblię, publikacje, opiekuna studium, zbór i całe nowe środowisko społeczne. W pewnym momencie sam zaczyna przekonywać innych do tego samego systemu, który wcześniej zawładnął jego umysłem. I robi to bez wynagrodzenia, a nawet sam finansowo wspiera Organizację.
Sales training for Jesus
Dobry przedstawiciel handlowy musi być odpowiednio wyszkolony. Świadkowie Jehowy od dziesięcioleci ćwiczą rozmowy, prezentacje, pokonywanie obiekcji i dostosowywanie przekazu do rozmówcy. Kompilowane są podręczniki „nawracania”, w których uwzględnia się każdą możliwą odpowiedź potencjalnego „klienta”. Owe podręczniki szczegółowo omawiają aspekty wzbudzenia w rozmówcy zainteresowania. Dostosowanie wstępu. Zbudowanie fundamentu do rozmowy. Przekonująca argumentacja, gesty, retoryka itd.
Co więcej "głosiciele" odgrywają scenki sprzedażowe, gdzie ćwiczą wszystkie aspekty rozmowy z "nawracanymi" i są za nie oceniani.
Kongresy, plakietki, zebrania, szkolenia. Jasna hierarchia. Mentorzy. Kolorowe broszurki pisane chwytliwym językiem. Kampanie promowania konkretnej książki. Specjalne tygodnie wzmożonej działalności. Szkolenia podczas których możesz być „coachowany” przez specjalistów; np. nadzorców podróżujących, pionierów specjalnych, czy międzynarodowych gości z zarządu.
Corporate structure
Każda większa korporacja potrzebuje struktury. Watchtower również ją ma.
Na szczycie znajduje się Ciało Kierownicze, a pod nim działa sześć wyspecjalizowanych komitetów: między innymi do spraw personelu, publikacji, służby, nauczania i pisania. Dalej mamy Biura Oddziałów, obwody, zbory, grona starszych i głosicieli. Sama Organizacja opisuje te komitety jako jednostki nadzorujące między innymi personel Betel, produkcję i dystrybucję publikacji, nieruchomości, budowę, działalność kaznodziejską oraz program nauczania.
Key Performance Indicator
Przez dziesięciolecia działalność głosiciela była rozpisywana na rubryki: godziny, publikacje, odwiedziny ponowne, studia biblijne. Człowiek mógł mieć mistyczne spotkanie z Bogiem, ale na koniec miesiąca i tak dobrze było wiedzieć, ile godzin wyszło.
Tu trzeba jednak odnotować ważną zmianę. Od listopada 2023 roku zwykli głosiciele nie raportują już liczby godzin w dawny sposób. Pionierzy nadal mają określone wymagania godzinowe, ale dla większości członków indywidualne raportowanie zostało mocno uproszczone.
Kult statystyki jednak nie zniknął. W raporcie za 2025 rok Organizacja nadal podaje z niezwykłą dokładnością liczbę głosicieli, ochrzczonych, pionierów, studiów biblijnych, zborów, krajów oraz obecnych na Pamiątce. W 2025 roku naliczono na przykład 9 205 326 głosicieli, 304 643 chrzty i 7 603 182 przeciętne miesięczne studia biblijne.
Jedna marka, jeden produkt, cały świat
Kolejna rzecz: standaryzacja. McDonald's odniósł globalny sukces między innymi dlatego, że klient wie mniej więcej, czego się spodziewać niezależnie od tego, czy wejdzie do restauracji w Warszawie, Tokio czy Nowym Jorku.
Watchtower zrobiła coś podobnego z organizacją religijną. Jedziesz do zboru na drugim końcu świata i trafiasz na tę samą strukturę zebrań, te same materiały, te same artykuły do studiowania, tę samą stronę internetową, te same filmy i tę samą teologię. Lokalny zbór nie wymyśla sobie własnej doktryny, programu niedzielnego ani nowej interpretacji Apokalipsy.
Produkt ma być przewidywalny. To przypomina franczyzę bez franczyzobiorców. Oczywiście zbór nie jest franczyzą w sensie prawnym. Ale mechanizm standaryzacji jest podobny: centrala przygotowuje produkt, a lokalna jednostka ma go wiernie dostarczyć.
Career opportunities
Korporacja potrzebuje jeszcze czegoś: możliwości awansu. Świadkowie oczywiście nie nazywają tego karierą. Mówią o przywilejach służby. Ale istnieje wyraźna drabina prestiżu.
Możesz zostać pionierem. Brat może zostać sługą pomocniczym, potem starszym. Możesz trafić do Betel, do pracy specjalnej, przejść odpowiednie szkolenia, zostać nadzorcą obwodu albo znaleźć się bliżej centrum Organizacji.
Nie są to klasyczne awanse zawodowe i nie tworzą jednej obowiązkowej ścieżki kariery. Ale spełniają część tej samej funkcji psychologicznej. Dają status. Uznanie. Widoczność. Poczucie rozwoju. Poczucie, że Organizacja — a więc również Jehowa — dostrzega twoje wysiłki.
Watchtower nie musi więc motywować większości ludzi pieniędzmi. Ma znacznie tańszą walutę. Prestiż religijny.
Najlepszy pracownik to pracownik za darmo
I tutaj dochodzimy do jednej z najbardziej niezwykłych cech tego systemu. Ogromna część jego funkcjonowania opiera się na wolontariacie. Za darmo można: głosić, sprzątać Salę Królestwa, obsługiwać kongres, budować, remontować, pracować przy pomocy humanitarnej czy wykonywać różnego rodzaju zadania organizacyjne.
Betel (czyli praca w centralnym biurze) i inne formy służby pełnoczasowej są oczywiście bardziej skomplikowane — Organizacja zapewnia takim wolontariuszom utrzymanie i w niektórych przypadkach niewielkie środki na osobiste potrzeby. Nie jest więc prawdą, że cały aparat światowy kosztuje dokładnie zero.
Ale skala nieodpłatnej pracy pozostaje imponująca. Z punktu widzenia klasycznej korporacji jest to model wręcz utopijny. Pracownik nie tylko nie domaga się zapłaty. On uważa możliwość wykonania pracy za przywilej, a często nawet dopłaca do tego z prywatnych pieniędzy.
Dress code
Dobry przedstawiciel handlowy powinien odpowiednio wyglądać. Przez dziesięciolecia wizerunek Świadka był właściwie produktem standaryzowanym: garnitur, krawat, krótka fryzura, ogolona twarz, uprzejmy uśmiech.
Mężczyzna pod drzwiami miał wyglądać tak, żeby gospodarz pomyślał raczej „agent ubezpieczeniowy” niż „uciekinier z komuny hipisowskiej”. Tutaj również korporacja zrobiła ostatnio mały brand refresh. W 2023 i 2024 roku zasady dotyczące wyglądu zostały wyraźnie poluzowane: zaakceptowano brody, w wielu sytuacjach bracia nie muszą nosić krawata i marynarki, a kobiety mogą nosić spodnie. Czyli dress code ewoluuje. Marka dostosowuje się do potrzeb rynku.
Product launch
Ciekawie wygląda też sposób prezentowania nowych publikacji. Wielka sala. Publiczność. Napięcie. Członek Ciała Kierowniczego na scenie, czytaj ważny Amerykanin. Kilka słów o niezwykłej pracy, która została wykonana. I nagle — proszę bardzo — nowa Biblia.
Zdjęcia: Na pierwszym od lewej członek Ciała Kierowniczego Świadków Jehowy prezentuje nowe, zmienione wydanie Biblii w przekładzie Nowego Świata. Na drugim to oczywiście ś.p. Steve Jobs z Iphonem.
Show me the money!
W amerykańskiej „teorii moralności” często występującym przekonaniem jest, iż pragnienie zysku jest dobre. Podobna prawidła obowiązują w tamtejszej "epistemologii” gdzie bliżej "prawdy" jest ten, kto ma więcej pieniędzy. No i oczywiście, ten kto ma więcej pieniędzy rzadziej jest winny i skazywany przez sądy.
Zachodzi monetyzacja wszelkich aspektów rzeczywistości, a to, co się słabo monetyzuje powoli przestaje istnieć. To są banały, i to się dzieje tak samo u nas, przez naśladownictwo Zachodu.
Watchtower przetrwała ponad 140 lat. To znaczy, że pod tym względem jest organizacją bardzo skuteczną.
Skąd więc płyną pieniądze?
Nie ma dostępnego publicznego bilansu całej światowej Organizacji. Nie ma nawet jednej organizacji na kraj, której bilans finansowy można zobaczyć. Struktura Watchtower jest bardzo złożona i składa się z tysięcy podmiotów w skali świata. I tylko tam, gdzie sprawozdania są jawne, można zobaczyć fragment skomplikowanego systemu.
DATKI:
Datki gotówkowe i elektroniczne są najważniejszym regularnym źródłem przychodu. Sama Organizacja mówi, że światowa działalność jest „primarily financed by voluntary donations”. W każdej Sali, jest tzw. skrzynka na dobrowolne datki. Ale Organizacja oferuje właściwie pełne menu nowoczesnego fundraisingu: jednorazowe wpłaty, przelewy elektroniczne, regularne zlecenia.
A także, jeżeli np. czyjaś babcia pod koniec życia stwierdzi, że jej dom bardziej przyda się Jehowie niż wnukom — Organizacja jest technicznie przygotowana na taką formę duchowej hojności. Można im przekazać: rachunki bankowe, nieruchomości, akcje i obligacje oraz testamenty i trusty, portfele papierów wartościowych, polisę na życie czy część funduszu emerytalnego (Źródło).
W UK dane finansowe podmiotów są jawne: i w brytyjskim "Watch Tower Bible and Tract Society" w 2024 roku aż około 94,5% przychodów pochodziło z datków i spadków, to ponad 114 milionów funtów. Kolejne 3,3 miliona przyniosły inwestycje (Źródło).
Jest też tutaj niuans, który należy zaznaczyć: periodyki rozdawane przez szeregowych Świadków, są de facto finansowane właśnie przez nich. Wymaga się od nich, by wrzucili do skrzynki odpowiednią sumę za pobraną literaturę, którą później rozdają na ulicach. To zamknięte koło: wyznawcy za darmo literaturę piszą, drukują, dystrybuują, utrzymują i tworzą infrastrukturę, a wreszcie sami ją finansują datkami a także czytają, by upewniać się, że robią dobrze.
NIERUCHOMOŚCI:
Watchtower dysponuje rozbudowanym, globalnym portfolio nieruchomości: około 63 tysięcy Sal Królestwa, do tego Sale Zgromadzeń, Biura Oddziałów, Betel, drukarnie, centra tłumaczeń, ośrodki szkoleniowe i wielkie kompleksy administracyjne. Nie jest to jednak majątek należący do jednej spółki. Całość tworzy sieć korporacji, stowarzyszeń, trustów i innych osobowości prawnych działających w poszczególnych krajach.
Dla przykładu: Australijscy dziennikarze z "ABC" w dużym śledztwie z 2021 r. ustali, że sam australijski oddział posiadał co najmniej 440 nieruchomości, w tym Sale Królestwa (Źródło).
Zakup nieruchomości finansowany jest głównie z datków od wiernych, znaczna część pracy budowlanej, remontowej, sprzątania i bieżącej konserwacji wykonywana jest nieodpłatnie przez samych Świadków. Oficjalne materiały mówią wprost o „unpaid volunteers”, a lokalne zbory odpowiadają również za regularne czyszczenie, konserwację i drobne naprawy (Źródło).
Czyli w skrócie: wierni finansują majątek, wierni pomagają go budować, wierni go utrzymują, a własność i decyzje majątkowe znajdują się w sieci podmiotów kontrolowanych w ramach centralnie zarządzanej Organizacji.
A nieruchomości potrafią przynieść prawdziwe kokosy. Drugi brytyjski podmiot Świadków: "International Bible Students Association" wykazał w roku 2024 ponad 15 milionów funtów zysku ze sprzedaży środków trwałych, przede wszystkim nieruchomości (Źródło). W 2016 roku główny zarząd Watchtower przeniósł się z Brooklynu, Nowy Jork do małej miejscowości Warwick, gdzie wysiłkiem tysięcy wolontariuszy wybudowano nową siedzibę. Wyprzedaż dawnego Biura Zarządu w Brooklynie, przyniosła Watchtower łącznie kwoty liczone w miliardach dolarów (Źródło), a kupcem znacznej części, był znany zięć prezydenta Donalda Trumpa: Jared Kushner (Źródło).
Jak to działa w Polsce?
Sam jako młody człowiek pracowałem przy wielu takich projektach. Oczywiście za darmo. Jak to się praktycznie odbywało? Np. lokalne zbory miały potrzebę użytkowania Sali do zebrań. Wtedy główne biuro na Polskę, udzielało takim zborom pożyczkę, za co oni kupowali działkę, na której wysiłkiem lokalnych braci oraz specjalnego podmiotu, powołanego przez ŚJ do nadzoru inwestycji budowlanych - wznoszono taki budynek. Po wybudowaniu, lokalna Sala Królestwa nie staje się własnością lokalnego zboru, zbory nie mają nawet osobowości prawnej. Salą dysponuje ogólnopolski związek z siedzibą w Nadarzynie, a członkowie zboru, którzy budowali i spłacali nieruchomość nie mają żadnej mocy prawnej. Decyzja o ewentualnej sprzedaży nieruchomości należy do Komitetu Oddziału. Tyle, że członków tego Komitetu mianuje i odwołuje światowe Ciało Kierownicze z siedzibą w USA.
Czyli praktyka jest taka sama, jak w wypadku potężnych typowo handlowych korporacji, które jedną decyzją mogą zwinąć całą fabrykę i przenieść ją gdzie indziej, a lokalni pracownicy czy nawet dyrektorzy, nie mają nic do powiedzenia.
Pieniądze ze sprzedaży nie lecą automatycznie przelewem do Nowego Jorku. System jest subtelniejszy. Sama Organizacja wyjaśnia, że oddziały posiadające nadwyżki finansowe udostępniają je działalności w innych krajach, a Ciało Kierownicze przygotowuje ogólnoświatowe budżety i decyduje o rozmieszczeniu środków. Formalnie więc pieniądze mogą być polskie, brytyjskie czy niemieckie. Ekonomicznie funkcjonują jednak jako część jednego światowego systemu finansowego.
Jest to świetnie działający mechanizm, ponieważ wiele nieruchomości, była kupowana bardzo tanio, np. w Polsce w latach 90 tych, ceny były bardzo niskie. A budynki są obecnie warte kilkanaście razy więcej , bo to świetnie utrzymane nieruchomości w bardzo dobrych lokalizacjach.
Źródło: Print screen ze strony agentów nieruchomości z UK: Acorn, którzy współpracują ze Świadkami Jehowy i sprzedali dla nich wiele obiektów.
INWESTYCJE
Pieniądze nie leżą też bezczynnie w sejfie z napisem „Jehowa”. Są inwestowane. Watch Tower w Wielkiej Brytanii osiąga milionowe przychody z inwestycji, a od 2025 roku związana z Organizacją irlandzka Mina Asset Management (Źródło) ma licencję profesjonalnego zarządzającego alternatywnymi funduszami inwestycyjnymi. Nie wiadomo w co inwestują, można się tylko domyślać, że są to wszelkiego rodzaju obligacje, papiery dłużne, akcje itp.
Watchtower Brand
Kiedyś marką tej religii była przede wszystkim Strażnica. Charakterystyczna wieża na okładce, z napisemWATCHTOWER
Dzisiaj najważniejszym symbolem Organizacji jest mały niebieski kwadrat:
JW.ORG
I to jest znacznie więcej niż logo.
W 2012 roku Watchtower zrobiła coś, co w języku korporacyjnym można by nazwać konsolidacją marki. Trzy osobne serwisy — watchtower.org, jw-media.org i jw.org — połączono w jeden globalny portal. Sama Organizacja tłumaczyła, że chce stworzyć jedno miejsce, w którym można znaleźć informacje „od Świadków i o Świadkach”. Rok później, w marcu 2013, oficjalnie wprowadzono logo JW.ORG.
To był właściwie rebranding całej religii.
Dla mnie osobiście jest to trochę śmieszne, bo pamiętam czas, gdy Internet był w powijakach i wtedy Świadkowie Jehowy przedstawiali tą technologię jako źródło zagrożeń, odstępczej propagandy i między słowami zabraniali korzystania.
Mój dziadek nie owijał w bawełnę i nazywał Internet dziełem Szatana. To był ich wielki błąd, ale zdołali to naprawić.
Teraz JW.ORG jest jednocześnie logo, reklamą i instrukcją: wejdź tutaj.
Niebieski kwadrat pojawia się na Salach Królestwa, stojakach z literaturą, materiałach Organizacji i podczas działalności kaznodziejskiej. A za nim stoi cały cyfrowy ekosystem: JW Library, JW Broadcasting, książki, czasopisma, muzyka, filmy dla dzieci, wiadomości, kursy biblijne, wyszukiwarka zebrań i formularz, dzięki któremu można zamówić sobie Świadka Jehowy pod drzwi. W 2014 roku uruchomiono nawet własną telewizję internetową JW Broadcasting, w której comiesięczne programy prowadzą członkowie Ciała Kierowniczego. (Źródło — JW.ORG).
Skala jest imponująca. JW.ORG udostępnia materiały w ponad tysiącu języków, a już w 2022 roku z serwisu pobierano lub odtwarzano średnio ponad 260 milionów filmów miesięcznie. (Źródło — JW.ORG)
Ale prawdziwa siła marki polega na czymś jeszcze. Organizacja wprost zabrania członkom umieszczania jej publikacji na własnych stronach internetowych. Możesz wysłać komuś link. Możesz skierować go do JW.ORG. Ale nie powinieneś budować sobie własnego „JW-serwisu”, kopiować publikacji ani używać logo według własnego uznania.
Watchtower sama tłumaczy, że chodzi o ochronę praw autorskich i znaku towarowego. Dodaje jednak coś bardziej interesującego: materiały Organizacji bywają umieszczane przez „odstępców i innych przeciwników” na stronach zawierających treści mające wzbudzać w Świadkach wątpliwości. (Źródło — Strażnica)
Z perspektywy korporacyjnej jest to wręcz podręcznikowy brand management: Nie wystarczy wyprodukować przekaz. Trzeba jeszcze kontrolować jego opakowanie, dystrybucję i otoczenie, w którym odbiorca go zobaczy. Globalna religia w niebieskim kwadracie.
Wyróżniające się logo to wizytówka firmy. Musi zapadać w pamięć. Podstawa biznesu. Na samej górze, dawne logo Watchtower.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz